Przez ostatnie zawirowania w życiu prywatnym nie miałam nawet weny do pisania tutaj. Kilka razy włączałam blog, zaczynałam coś pisać, po czym usuwałam. Nie mogłam się skupić na niczym.
Dzisiaj jednak postanowiłam w końcu się przełamać i dokończyć ten post. Mam nadzieję, że napiszę go w miarę czytelnie dla was. :D
Marka Lirene wypuściła w tym miesiącu bardzo innowacyjne maseczki, które zastygają na twarzy jako plastyczna maska. Co ciekawe, sami musimy je sobie rozrobić z wodą, są sproszkowane. Ja uwielbiam, gdy coś wymaga od nas większego zaangażowania, niż tylko wyjąć i nałożyć.
Przez pięć dni codziennie bawiłam się i je rozrabiałam, jeśli jesteście ciekawi, co sprawiło mi największą trudność, lub która maseczka została moim ulubieńcem, to zapraszam na moje dalsze wypociny. :D