środa, 21 października 2015

LUXURY PARIS - MASECZKI OIL SENSATION HOME SPA

Witajcie :)

Dopada mnie stres przed sobotnim Meet Beauty w Warszawie, nigdy nie byłam jeszcze w stolicy a na dodatek będę tam już przed 5 rano. Mam nadzieję że nie zginę ;) 
Z kim się spotkam? Szczerze, jak zaczynałam pisać ten blog, nie miałam nawet takich marzeń aby gdzieś jechać. 
Coraz dłuższe wieczory spowodowały częste maseczkowanie ;) Podczas wakacji nieco mniej czasu na to miałam.


Otrzymałam do testów od Eveline Cosmetics zestaw kosmetyków z serii Luxury Paris. Wśród nich są dwie perełki do których będę często wracać. Co myślę o ich zabiegach na twarz w saszetkach? Poczytajcie dalej.


Na pierwszy rzut zrobiłam maseczkę, która miała wygładzić zmarszczki, ale takowych nie posiadam ;) Co zauważyłam po jednorazowym użyciu? Producent każdą maseczkę podzielił na 2 części po 6 ml. 
Krok 1. Antystresowa maseczka - jest biała, dość gęsta i zapach jak dla mnie ma nawet przyjemny. Dobrze nakłada się na twarz. Po 10 minutach zmyłam letnią wodą i co? No i kurczę nic zbytnio się nie zmieniło na twarzy.
Krok 2. Kolagenowa maseczka - jest także barwy białej, ale jest dużo gęściejsza, opornie nakłada się na twarz i tak samo opornie zmywa. Co do efektu końcowego to nie zauważyłam jakiegoś super napięcia. Jedynie nawilżenie skóry się poprawiło, do następnego dnia ;)



Kolejny był zabieg liftingujący. Tutaj także mamy podzielony na dwa etapy, jednak jako pierwszy jest peeling. 
Krok 1 - drobnoziarnisty peeling z olejkiem arganowym. Peelingów się nie boję bo moja skóra dobrze je znosi, nawet te mocniejsze zdzieraki nie robią mi krzywdy. Tutaj mam lekko przeźroczysty, dość rzadki peeling z niewidocznymi dla oka drobinkami. Dość dobrze je czuć podczas masowania twarzy i doskonale radzą sobie z usunięciem martwego naskórka oraz oczyszczeniem twarzy. Zapach nie za rewelacyjny, strasznie sztuczny.
Krok 2 - Kiromseczka odmładzająca. Gęsta, biała maseczka o bardzo przyjemnym zapachu. Po 15 minutach od nałożenia ścieramy resztki chusteczką. 
Efekt końcowy mnie bardzo zadowolił, buzia miała ładniejszy kolor i była świetnie nawilżona. 




Zabieg Mezo-enzymatyczny miał głęboko nawilżyć moją skórę, jak mu to wyszło?
Krok 1 - Mikroemulsja złuszczająca. Ma ona zadziałać jak peeling enzymatyczny, czyli delikatnie i bez tarcia złuszczyć martwy naskórek i oczyścić naszą twarz. Biała kremowa konsystencja o dość przyjemnym zapachu. Po zmyciu nie do końca byłam zadowolona zarówno z efektu złuszczania jak i oczyszczania. 
Krok 2 - Ultranawilżająca maseczka z ceramidami i olejkiem macadamia. Dość gęsta, biała konsystencja nie sprawiała problemów przy nakładaniu i zmywaniu. Zapach także był dość przyjemny. 
Efekt końcowy nie jest za dobry. Po zmyciu pojawiła się lepka warstwa, której nienawidzę. Skóra wyglądała na lekko napiętą i nawilżoną. Ale efekt jaki daje całkowicie ją skreśla dla mnie.



Tak więc maseczki nie do końca wypadły rewelacyjne. Ot przeciętne. Jedak żadna krzywdy mi nie wyrządziła ani nie uczuliła. Dodatkowy plus, który je podratuje jest taki że nie ma w nich parabenów. Niestety po jednym zastosowaniu mogę o nich tylko tyle powiedzieć. Poprawiłabym w nich zapachy i konsystencje.

Oceniam je na 3+/5.

Znacie te zabiegi? Może u was sprawdziły się lepiej.

15 komentarzy:

  1. Nie zachwyciły Cię, na mnie pewnie również nie zrobiłyby większego wrażenia. Tulę :***

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja ich niestety nie znam :) wolę kolorówkę z eveline :)
    Ja musiałam zrezygnować z meet beauty bo pracuję :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie przepadam za maseczkami w saszetkach, wolę jednak glinki... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię maseczki saszetkowe ;) Również będę na Meet Beauty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie spotkałam się z tymi maseczkami :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam ich, ale widocznie nie ma czego żałować...

    OdpowiedzUsuń
  7. meseczkę robię może raz na miesiąc :D niestety zawsze o nich zapominam ;/

    OdpowiedzUsuń
  8. czyli nie najgorsze ;) Zazdroszczę MeetBeauty :D!

    OdpowiedzUsuń
  9. maseczki Eveline tak średnio się u mnie sprawdzają, wolę zaufane glinki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam tych maseczek... ale jakoś nigdy mnie nie zachęcały... A Meet Beauty zazdroszczę, też dostałam zaproszenie, ale niestety w obecnym stanie nie jest to mozliwe:))) Czekam jednak na relacje!:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też uważam, że po jednym zastosowaniu niewiele można właśnie powiedzieć, ale takie pierwsze wrażenie też jest ważne. :) Ja akurat raczej nie stawiam na saszetki, wolę produkty normalne, wtedy jakoś tak regularniej je stosuję i zużywam. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nice blog!


    http://kissthestarsblog.blogspot.ro/

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzadko używam saszetkowych maseczek, ale czasem robię wyjątki :)

    OdpowiedzUsuń